Szczególne miejsce w życiu ks. Seremaka zajmował ruch kościelny Comunione e Liberazione (CL), polska nazwa: Komunia i Wyzwolenie. Zaangażował się weń całkowicie, oddając całego siebie, swoje talenty i możliwości i był temu wierny do końca życia. Taka gorliwość wynikała z tego, że Ruch dawał mu możliwość pełniejszego przeżywania swojego chrześcijaństwa, pełniejszej więzi z Kościołem, a przede wszystkim pełniejszego przylgnięcia miłością do miłości Boga. Ruch CL stał się życiem ks. Zdzisława, możliwością pełniejszego przeżywania własnego człowieczeństwa. Ta pełnia pociągała i intrygowała go, przenikała jego działanie.

Początki opisywał w wywiadzie ze Zdzisławem Bradelem:

W Polsce istnieją różne ruchy. Nie chcę wyrażać o nich opinii, mam do tego za mało danych. Moje osobiste wrażenia z zetknięcia się z tymi ruchami nie są zbyt pozytywne. Zupełnie innym doświadczeniem stał się Ruch Comunione e Liberazione, który nas jakoś niespodziewanie zagarnął. Zetknąłem się z nim już wiele lat temu, już w Polsce, ale za pośrednictwem włoskich przyjaciół. Odbierałem go z sympatią, nie myśląc jednak się angażować. Ale nagle stało się, podczas pamiętnych rekolekcji w październiku 1983 roku w Olsztynie pod Częstochową, prowadzonych przez don Giussaniego, na których znalazłem się »przypadkiem«. Wtedy ten Ruch stał się moim.

Czy w Polsce potrzebny jest nowy ruch katolicki? – pytasz... Skoro jest faktem?... A Jan Paweł II w swoim nauczaniu tak często wraca do znaczenia różnych ruchów w Kościele, uznając je za szczególny charyzmat i szczególny owoc działania Ducha Świętego. A więc odpowiem ci z najgłębszym przekonaniem – jest potrzebny. Współdzielimy to samo doświadczenie, twoje pytanie jest więc retoryczne. Zauważyłeś przecież, jak zmieniło się nasze życie, jak inaczej czujemy Kościół, jak nagle w monumentalnych strukturach Kościoła odkryliśmy radość przyjaźni, jak powiększyła się nasza rodzina, iloma braćmi i siostrami zostaliśmy obdarowani i jak konkretnie dotknęliśmy twarzy Chrystusa.

Nigdy przedtem nie miałem odwagi, głosząc Ewangelię, twierdzić, że mówię o czymś, czego dotknąłem własnymi rękoma, o Kimś, kogo oglądały moje oczy, a teraz, w tej wspólnocie, w jakiej żyjemy, choć nie znam imion wszystkich, wszędzie jestem u siebie. Dzieli nas przestrzeń, a przecież jesteśmy razem. Jest moją radością w Ruchu brak formalizmu, jego otwartość wobec każdego, nawet jeśli jest pełen wad. Jest radością to, że istnieje nie po to, by przeprowadzić wspólnie określoną akcję, ale jest życiem ogarniającym wszystko, jest pełnią Bożej »normalności« i jest na tyle katolicki, powszechny, że mieszczą się w nim wszyscy, jak w rodzinie. I to, że tak bezwzględnie związany jest z żywym Sakramentem Chrystusa – Papieżem, że jest po prostu Kościołem. Że nie naruszając struktur hierarchicznych, pozwala mi być bratem wśród braci…”.

Tak ogromne zaangażowanie wymagało od ks. Zdzisława odpowiedniego usytuowania swego kapłaństwa i pracy w parafii, mających pierwszeństwo wobec doświadczenia Ruchu CL. Ważne było, aby przynosiło ono dobre owoce i nie stało się tylko kolejnym etapem życia, chwilową fascynacją. Dlatego doświadczenia ks. Zdzisława w tej kwestii są bardzo ważne i potrzebne nam wszystkim. W tej samej rozmowie ze Zdzisławem Bradelem mówił:

Pracując w parafii, z biegiem czasu ksiądz zbiera jakąś grupę ludzi zaangażowanych w życie Kościoła. Stają się oni dla niego rzeczywistym oparciem i pomocą. Związki z nimi trwają nieraz wiele lat po przejściu do innej parafii. A jednak to jest coś innego. To nie jest wspólnota, często są to więzi typu towarzyskiego, które pozwalają człowiekowi oderwać się od codzienności i zapomnieć o swojej odpowiedzialności. A przecież nie o to chodzi. Chodzi o to, by Tym, który nas jednoczy, był Chrystus, a On jednoczy na zawsze, nieodwołalnie. Nie na jakiś tylko czas, nie do wypełnienia tylko jakiś określonych zadań.

Byłem kiedyś wykładowcą w Seminarium, z moimi uczniami, jak mi się wydaje, rozumieliśmy się doskonale. Tworzyliśmy, sądziłem, wspólnotę. Do dziś, mimo upływu wielu lat, z niektórymi zachowujemy serdeczną jedność, podobnie zresztą z niektórymi parafianami placówek, w których dane mi było pracować, a jednak to nie to, co stało się moim doświadczeniem we wspólnocie Ruchu. To są rzeczy, które trudno nazwać. Po prostu inna jakość. Księdzu daje możliwość wyzwolenia z poczucia samotności i niepotrzebności. Głębokie doświadczenie żywej więzi z Chrystusem i ze wspólnotą w Chrystusie.

Formułuję te słowa nazajutrz po moich imieninach. Moi najbliżsi (według krwi) przysłali telegram i kartki, współpracownicy ograniczyli się do mniej lub bardziej formalnych życzeń, parafianie... no, cóż..., a 20-osobowa grupa członków Ruchu, nie zważając na mróz, śnieg, oblodzone drogi, tłucze się dziesiątki kilometrów, nie po to, by mi złożyć życzenia, ale po to, byśmy razem mogli doświadczyć obecności Chrystusa, byśmy Go mogli razem uwielbić i wyrazić naszą wiarę w szczególny dar nowego życia, do którego nas wezwał i doświadczyć smaku tego życia. Czy to jest nic? A to szczególne poczucie więzi z kapłanami współdzielącymi doświadczenie Ruchu, niezależnie od ich przynależności do diecezji, wieku, zajmowanego stanowiska w hierarchii Kościoła? Tego się nie da wyrazić. Moja historia życia pozwoliła mi nawiązać kontakty i przyjaźnie z kapłanami wielu narodów i wielu diecezji, ale przecież to jednak nie to. I to również stanowi niepowtarzalne, pobudzające wciąż do wdzięczności Chrystusowi doświadczenie”.

Bliższe poznanie Ruchu Komunia i Wyzwolenie stało się udziałem ks. Zdzisława, gdy był proboszczem w Lądku Zdroju. Tutaj też dzielił się swoimi doświadczeniami z tymi, którzy chcieli go słuchać. Wspomina Barbara Waligóra – parafianka:

Na początku lat osiemdziesiątych miałam kolegę, który dzisiaj jest już księdzem. Był on, podobnie jak ja, związany z ruchem oazowym. Jednak od pewnego czasu wyjeżdżał to na wakacje, to na jakieś spotkania do Świdnicy właśnie z ks. Zdzisławem. Pamiętam, że byłam bardzo ciekawa, co to za spotkania i wierciłam Julkowi (temu koledze) dziurę w brzuchu, aby zapytał ks. Seremaka, czy mogę pojechać z nimi na takie spotkanie. Pamiętam do dzisiaj, że była to niedziela i że po obiedzie razem z ks. Zdzisławem mieli jechać do Świdnicy na jakieś spotkanie. Ks. Seremak zgodził się, bym pojechała z nimi. Od tamtej pory rozpoczęła się moja droga w Ruchu i przyjaźń z ks. Zdzisławem. Został potem moim spowiednikiem i był wielkim autorytetem dla mnie. Nie spotkałam do tej pory księdza, który by z tak wielkim zaufaniem, oddaniem i poświęceniem traktował młodych ludzi.

Po maturze wyjechałam do Wrocławia kontynuować naukę. Ks. Zdzisław pomógł mi i mojej koleżance, gdy w pierwszych miesiącach pobytu we Wrocławiu nie miałyśmy mieszkania. Polecił nas swojej wieloletniej przyjaciółce we Wrocławiu, która się nami zaopiekowała. W czasie dwuletniej nauki we Wrocławiu co tydzień przyjeżdżałam do domu. W sobotę szłam na wieczorną Mszę św., a następnie spotykaliśmy się z ks. Zdzisławem, aby przeczytać tekst ks. Giussaniego. Miałam wtedy okazję przekonać się, jakim oczytanym i mądrym człowiekiem jest ks. Seremak. Zarazem czułam, z jak wielką uwagą słucha moich doświadczeń. Czasem spotykaliśmy się też w większym gronie. Wtedy widzieliśmy, że ks. Seremak tryska niepowtarzalnym humorem i ciętym językiem, kiedyś np. powiedział do mnie: »Wiesz, masz piękny głos i świetny słuch, ale wszystko osobno«. Tego typu uwagi były jednak nacechowane taką serdecznością i sympatią, że nie można było na niego gniewać się”.

Od początku istnienia Ruchu CL w Polsce ks. Zdzisław był tak zwanym odpowiedzialnym krajowym. Dzięki niemu ludzie, którzy spotykali Ruch, mogli doświadczyć życzliwości, sympatii i dobra. Zaangażowany całym sercem, będący zawsze do dyspozycji i chętny do pomocy, pozostając zawsze ludzkim. Ruch mógł się dynamicznie rozwijać dzięki doświadczeniu przyjaźni i jedności, jakie niósł w swoim życiu ks. Zdzisław. To on był często siłą napędową i ojcem duchowym wspólnot Ruchu CL w Polsce. Był autorytetem dla bardzo wielu ludzi, nauczycielem rozpoznawania Bożej miłości i najlepszym przyjacielem. Wielkim wyzwaniem dla ks. Zdzisława było pogodzenie obowiązków proboszcza i odpowiedzialnego krajowego za Ruch. W rozmowie ze Zdzisławem Bradelem mówił:

W pewnym sensie uczestnictwo w Ruchu przeszkadza mi w spełnianiu obowiązków proboszcza. Chodzi o terminy i odległości. Nie da się uczestniczyć w Ruchu bez momentów fizycznej obecności w określonym miejscu i czasie. I z tym jest kłopot. Staram się wprawdzie do minimum ograniczyć prośby o zastępstwo w zajęciach parafialnych, ale i tak jeden z trzech moich współpracowników powiedział mi, że to są moje prywatne sprawy i powinienem załatwiać je w swoim wolnym dniu, a to się nie bardzo da, bo członkami Ruchu są ludzie różnych zawodów, żyjący w różnych warunkach i spotkanie się stanowi trudność niełatwą do rozwiązania. Nie mieścimy się z momentami wspólnymi w kalendarzu. Wiem, że inni kapłani Ruchu mają podobne trudności. Nie potrafiliśmy ich przezwyciężyć.

Z drugiej jednak strony Ruch związał mnie bardziej z moim biskupem i mobilizuje mnie do wierności obowiązkom. Biorę sobie do serca słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II do księży Comunione e Liberazione 12 września 1985 roku: »Kapłan winien odnaleźć w Ruchu światło i żar, które uczynią go zdolnym do wierności swojemu biskupowi, które uczynią go gotowym do wypełniania zadań i uważnym w przestrzeganiu dyscypliny kościelnej. Tak, by bardziej żyzna stała się wiara i smak jego wierności«”.

Mawia się, że historia lubi się powtarzać, a życie zatacza krąg i powraca do punktu wyjścia. Historia ks. Seremaka jest tego przykładem. Podobnie, jak przed laty musiał odejść z Wrocławia pełen żalu, smutku i pytań bez odpowiedzi, tak również w Ruchu Komunia i Wyzwolenie musiał zrezygnować z funkcji odpowiedzialnego krajowego. Rozżalony i zagubiony, tłumaczył sobie tę decyzję złym stanem zdrowia i coraz częstszymi nawrotami chorób z młodości. Ból był tym większy, że wielu członków Ruchu było jego przyjaciółmi, ludźmi mu bliskimi, którym ofiarował swój czas, siebie samego i całe swoje serce. Wielu ludzi zadawało sobie pytanie – dlaczego? Tym bardziej, że ks. Seremak był człowiekiem niezwykle dobrym i taki pozostał w ich pamięci.

 

Tekst pochodzi z rozdziału V opracowania o historii życia i posługi kapłańskiej ks. Zdzisława Seremaka autorstwa Piotra Chlastawy.

 

Dobre słowa

Być bratem wśród braci

Z ogromnym wzruszeniem przekazuję do druku autoryzowaną rozmowę ze świętej pamięci księdzem Zdzisławem Seremakiem. Odbyła się ona w 1985 roku. Uzgodniliśmy, że przed jej opublikowaniem zostanie poszerzona o kilka aktualnych problemów. Choroba i śmierć Księdza uniemożliwiły spełnienie tego zamierzenia. Ufam jednak, że i w tej formie pozwoli nam ona jeszcze lepiej zrozumieć, jak wielkim darem był dla nas nasz wielki Przyjaciel.

Zdzisław Bradel

Statystyka
Odsłon artykułów:
3732